Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


rzyszy nie byłby raczej zaprzeczył najoczywistszemu dowodowi swych własnych zmysłów wprzód, nimby posądził o takie postępowanie wesołego, szczerego, szlachetnego Williama Wilsona, którego szaleństwa, twierdziły jego pasożyty, były jeno szaleństwami młodości i nieokiełznanej fantazyi, którego błędy były niezrównanym humorem, a najczarniejsze występki jeno śmiałą ekstrawagancyą?
Dwa lata zajmowałem się pomyślnie tem rzemiosłem, gdy wstąpił do uniwersytetu młody parvenu, Glendinning — bogaty, według wieści, jak Herodes Atticus — a bogactwa jego były w tak samo łatwy sposób zdobyte. Wkrótce spostrzegłem, że jest słabej inteligencyi i postanowiłem uczynić z niego ofiarę mej sztuki. Często zapraszałem go do gry, i w zwykły graczom sposób dawałem mu wygrywać znaczne sumy, aby go tem skuteczniej usidłać. W końcu, gdy plany moje dojrzały, zszedłem się z nim (z postanowieniem, że to spotkanie będzie ostatnie i rozstrzygające) w pokoju kolegi Prestona, który oczywiście nie miał nawet najsłabszej idei o moich zamiarach. Aby nadać rzeczy lepsze zabarwienie, postarałem się o zaproszenie ośmiu czy dziesięciu innych, jakoteż o to, aby propozycya gry — tak niby przypadkowo wyszła od samejże ofiary. Aby się krótko załatwić, powiem, że nie pominąłem żadnej z tych niskich sztuczek, zwyczajnych w takich razach, na które jeszcze zawsze głupi się łapią.