Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tek której umysł pomija te konsyderacye, które się zanadto swą jasnością narzucają, ale to zdaje się być rzeczą powyżej albo też poniżej objęcia Prefekta. On nigdy nie uważał za prawdopodobne lub możliwe, aby minister złożył list bezpośrednio pod nosem całego świata, aby w ten sposób uniknąć uwagi tego świata.
— Czem więcej myślałem nad zuchwałą i rozumną pomysłowością ministra, nad tem, że dokument musiał być zawsze pod ręką, jeżeli miał zamiar użyć go dobrze; i nad stanowczym dowodem, osiągniętym przez Prefekta, że list nie został ukryty w sposób, dla tego dygnitarza dostępny — tem więcej byłem przekonania, że aby go ukryć minister uciekł się do zrozumiałego i rozumnego środka nie ukrywania go wcale.
— Pełen tych myśli sprawiłem sobie parę zielonych okularów, i poszedłem pewnego pięknego poranka, całkiem przypadkiem, do pałacu ministra. Znalazłem D. w domu ziewającego, przeciągającego się i udającego jak zwykle najwyższy stopień znudzenia. Tymczasem jest on człowiekiem bardzo energicznym — ale to jeno wtedy, kiedy go nikt nie widzi.
— Aby dorównać mu, zacząłem narzekać na bolące oczy, skarżyłem się na konieczność noszenia okularów, pod przykryciem których ostrożnie lecz dokładnie badałem cały apartament, zajęty pozornie konwersacyą mego gospodarza.