Strona:Edgar Allan Poe - Kruk. Wybór poezyi.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Owalny portret.

Zamek, do którego służący mój wtargnął przemocą, nie chcąc pozwolić, bym ciężko ranny spędził noc pod gołem niebem, był to jeden z owych staroświeckich gmachów, których tak wiele wznosiło niebosiężne swe szczyty wśród gór Apenińskich.
Wielkość zmieszana z melancholią cechowała starodawny ten budynek. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa musiał on być świeżo dopiero opuszczony przez swych mieszkańców. Rozgościliśmy się w jednym z najmniejszych i najmniej wspaniale umeblowanym pokoju, położonym w ustronnej wieży zamku. Urządzenie pokoju tego aczkolwiek bogate, staroświeckie było i zniszczone. Ściany obciągnięte obiciem, przyozdobione były mnóstwem godeł heraldycznych najrozmaitszych kształtów i zadziwiającą wprost mnogością stylowych malowideł ujętych w bogate ramy złocone, zdobne w arabskie ornamenta. Miałem już gorączkę i dlatego może widok owych malowideł wzbudził odrazu we mnie niesłychanie żywe zainteresowanie. Obrazy te wisiały nietylko na głównych ścianach, ale i w licznych zagłębieniach, w które obfitowały mury tego pokoju, dzięki oryginalnej strukturze pałacu. Noc już zapadała, poleciłem więc, aby