Strona:Edgar Allan Poe - Kruk. Wybór poezyi.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

chodził mnie takie ponury dźwięk, dość podobny do odległego szumu fal morskich w czasie przypływu, tylko brzmiący w tonie bardziej przewlekłym. Dźwięk ów brzmieć zaczął o zmroku i wzmagał się wraz ze wzrastającą ciemnością. W tem przyniesiono światła do pokoju i przeciągły ów ton urwał się natychmiast, przekształcając się w szereg nagle wybuchających dźwięków tejże barwy co poprzedni, odzywających się w częstych lecz nierównych odstępach, brzmiących jednak mniej posępnie i mniej wyraźnie. Tłoczący mnie poprzednio ucisk znikł prawie zupełnie. Odczułem tryskające płomienie świec, których było kilka, jako jednostajną, monotonną melodyę, wpadającą mi nieustannie w ucho.
Wówczas ty droga Uno zbliżyłaś się do mnie i usiadłszy na łóżku gdzie byłem rozciągnięty, tchnęłaś na mnie przesłodką wonią ust twych, które oparłaś na mojem czole. Wówczas zadrżało w łonie mojem coś graniczącego z wrażeniem czysto fizycznem, zrodzonem pod wpływem okoliczności, coś zbliżonego do uczucia tkliwości. To coś zdawało sobie sprawę na wpół tylko, z gorącej twej miłości i bolu i odpowiadało im również na wpół. Uczucie to nie mające żadnej łączności z martwem i sparaliżowanem sercem, nie trwało też długo i rozwiało się wnet: ustępując miejsca nieopisanej błogości natury czysto zmysłowej, zupełnie podobnej do tej, jakiej doznałem wpierw, gdyś dotknęła palcami powiek moich.