Strona:Edgar Allan Poe - Kruk. Wybór poezyi.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

tego, czy przedmioty widzialne dla mnie w ten sposób, byty świetlne lub ciemne, okrągłe lub kanciaste. Jednocześnie słuch mój lubo natężony nie przedstawiał w działaniu swem nic anormalnego.
Słuch mój oceniał i odróżniał dźwięki rzeczywiste z niesłychaną wrażliwością i dokładnością. Zmysł dotykania uległ innego rodzaju zmianie. Odbierał wrażenia bardzo powoli, ale natomiast zatrzymywał je niesłychanie długo i uporczywie, pozwalając mi rozkoszować się coraz mocniej wynikającą z nich przyjemnością. I tak gdy palce twoje przymknęły mi powieki, odczułem zrazu wrażenie to jedynie organem wzroku i dopiero potem doznawałem skutkiem niego długi, długi czas, nieopisaną błogość, przenikającą całą moją istotę. Błogość to była natury czysto zmysłowej, podobnie jak wszystkie inne wrażenia, które odbierałem wówczas. Mózg bierny i martwa inteligencya, nie były w stanie stworzyć żadnej określonej formy z materyału wrażeń dostarczanych im przez zmysły. Stan ten miał w sobie trochę bolu, wiele rozkoszy, ale ani cienia nawet uczucia jakiejś moralnej przyjemności. I tak: namiętne łkania wydzierające się z piersi twoich, wpadały mi w ucho na kształt smętnych waryacyi melancholicznej melodyi. Słyszałem je jako dźwięki muzyczne i nic ponad to. Znużony rozum mój, nie zdawał sobie bynajmniej sprawy z boleści twej, która dała im początek. Strumienie łez, któremi skrapiałaś twarz moją, będące w oczach