Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nowny profesorze, są to rzeczy nadzwyczajne, a ty je opowiadasz tak, jakbyś je sam był widział.
— Ba, — odparł Leonard — i czemuż bym ich sam nie miał widzieć?
Tussman, nie rozumiejąc znaczenia tych zdumiewających wyrazów, chciał dalsze zadawać pytania, gdy starzec rzekł do złotnika:
— Zapominasz o najpiękniejszych uroczystościach, co to cieszyły Berlin w czasie, którego chwałę opiewasz. Nie mówisz o tych stosach, na których płynęła krew nieszczęsnych ofiar, którym za pomocą okropnych tortur, wydzierano wszelkie zeznania, jakie tylko mógłby sobie wyobrazić najgrubszy przesąd.
— Ach, — rzekł sekretarz prywatny — chcesz zapewne, drogi panie, mówić o tych procesach czarnoksiężników, jakie robiono dawnemi czasy. Tak, były to rzeczy złe, którym szczęśliwie kres położył nasz wiek oświecony.
Złotnik rzucił osobliwem spojrzeniem na starca i na Tussmana i z tajemniczym uśmiechem zapytał, czy znają historyę intendenta skarbu, żyda Lippolda, która się odbyła w r. 1572.