Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czego pod czarnemi brwiami. Czoło otwarte, nos orli, usta delikatne i okrągły podbródek, wszystko to nie bardzo go wyróżniało wśród tysiąca inych. Ale gdy jego kapelusz i spodnie były wykrajane podług ostatniej mody, płaszcz i kołnierz — datowały z końca XVI w., a jego spojrzenie lśniące jak błyskawica w głębokiej nocy, przygłuszony dźwięk głosu, i cała jego osoba budziła swą obecnością jakieś poczucie szczególne i niepokojące. Nieznajomy powitał jak dobrego przyjaciela starca siedzącego przy stole.
— A więc jesteś nakoniec — zawołał. — Zawsze zdrów?
— Jak widzisz — odparł starzec tonem wielkości — zdrów i cały; gdy trzeba, czynny i wesoły.
— To kwestya, to kwestya — rzekł nieznajomy z uśmiechem i zażądał od posługacza butelki starego wina francuskiego.
— Mój szanowny i dostojny radco tajny — rzekł Tussman. Ale cudzoziemiec szybko mu przerwał:
— Dajmy pokój — rzekł — z temi tytułami, drogi panie Tussman! Nie jestem ani radcą tajnym, ani sekretarzem tajnym. Jestem poprostu artystą, który obra-