Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


oficera, a Jadwiga zdecydowała się go przyjąć.
Przyjęła go w swym pokoju, w milczeniu, z oczami opuszczonemi. Ksawery chwiejnym krokiem zbliżył się do niej, zajął miejsce na kanapie, na której ona siedziała i raczej ukląkł niż usiadł wobec niej i, jakgdyby popełnił zbrodnię nie do przebaczenia, klął się, w najbardziej wzruszających wyrazach, aby nie składała ciężarem na jego barki omyłki, która mu pozwoliła poznać szczęśliwość jego przyjaciela. To nie on, mówił, to Stanisław sam odebrał te pocałunki, w upojeniu powitania. Mówiąc te słowa, oddał jej powierzony sobie list i opowiadał o męstwie Stanisława, o wierności jego dla ojczyzny i dla ukochanej.
Ksawery opowiadał z porywającym ogniem. Poruszył serce hrabianki, która przezwyciężywszy pomieszanie, zatrzymała na nim swoje niebiańskie spojrzenie tak, iż jak Calafo Gozzi’ego uderzony wzrokiem Turandola, młody oficer, wzruszony do głębi, zaledwie był w stanie dalej opowiadać. Nie wiedząc prawie co mówi, wstrząśniony walką wewnętrzną swej nagłej namiętności, zaczął bez końca opi-