Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie, — mówiła sobie, — jam nie wiedziała, że go kocham taką straszliwą miłością. Jakiż obłęd mię oślepiał? Jakże mogłam myśleć, że będę mogła istnieć bez tego, który jest całem mem życiem. Sama go na śmierć posłałam; on już nigdy nie powróci.
Tak Jadwiga wykrzykiwała w rozpaczy. Nocą, wstrząsana temi niepokojami, błądziła po parku i jakgdyby wiatr miał ponieść jej skargi do nieocenionego kochanka, wołała:
— Stanisławie, Stanisławie! wróć do mnie, wróć! To ja — twoja narzeczona przywołuję ciebie. Czy mnie nie słyszysz? Jeżeli nie przyjdziesz, umrę z rozpaczy.
Rozstrój w usposobieniu Jadwigi bliski był stanu obłędu i wywoływał liczne dziwactwa w jej postępowaniu. Hrabia Nepomucen, niespokojny na widok córki swej w takim stanie, chciał użyć sztucznych środków i poprosił jednego ze znakomitych lekarzy, aby ten jakiś czas przebył w jego zamku. Ale mimo wszystkich sposobów użytych przez człowieka nauki, zdawało się bardzo wątpliwem, czy młoda hrabianka kiedykolwiek powróci do zdrowia. Po krótkich okresach spokoju,