Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do pozorów znośnego pyska. Objaśnił mię, że pan siedzi w fotelu i że można z nim rozmawiać. Pokój był czysto wymyty i sprzątnięty, a nad kotarą łóżka umocowany był arkusz papieru, na którym wielkiemi literami wypisano:
Et si male nunc, non olim sic erit.
Wszystko świadczyło o powrocie nadziei, o nowoprzebudzonej sile życiowej.
— Ha, — zawołał kuzyn przy mojem wejściu, — nakoniec się pokazujesz u mnie. Czy wiesz, że prawdziwie tęskniłem za tobą. Bo, chcociaż jak kat ciągle się wypytujesz o moje nieśmiertelne dzieła, to jednak ja cię bardzo lubię, bo jesteś pełny życia i choćbyś mię nie bawił, jesteś zawsze bardzo zabawny.
Czułem, że przy tym komplemencie mego kuzyna, krew mi uderza do głowy.
— Sądzisz, — mówił dalej kuzyn, nie zwracając uwagi na mój ruch, — sądzisz zapewne, że jestem zupełnie zdrowy lub całkowicie z niebezpieczeństwa wyzwolony. Co do ciała — to nie, wcale nie. Nogi moje — to zdradliwe wasale, co to sprzeniewierzyły się głowie swego pana, i z pozostałą resztą prawdziwego trupa nic już nie chcą mieć do czynienia. To zna-