Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/225

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


go, coby przecież dowiodło, że umieją czuć i myśleć. Tym sposobem wzmocnił się nie jeden stosunek miłosny, inne znowu powoli się rozchwiały.
— Doprawdy, niepodobna być dość ostrożnym — powiadano.
Na rautach i amatorskich koncertach wogóle ziewano wiele, o ile możności mało kichano, jedynie dla usunięcia wszelkich podejrzeń, ubliżających naturze ludzkiej.
Spallanzani tedy, jakeśmy to wyżej powiedzieli, zmuszony został opuścić miasto, i bardzo słusznie; poważył się bowiem zdradziecko wprowadzić lalkę w dobre towarzystwo.
Co do Coppoli, ten znikł bez śladu.
Dnia pewnego, Nathanael zbudził się jakby ze snu straszliwego. Otworzywszy oczy, uczuł rozkosz niewymowną, i słodkie jakieś ciepło przebiegło wszystkie jego członki. Znalazł się na łóżku w domu swej matki. Klara stała pochylona nad nim, opodal siedziała matka i Lotar.
— Och! przecież! przecież! Znowu mi przywrócony jesteś, jakże Bóg dobry! Już cię odtąd nie puszczę od siebie ani na