Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przedmiocie? Na dobrą sprawę, przyszłoby dowieść tym półgłówkom: że tylko własne ich ograniczenie przeszkadza im ocenić boskie przymioty Olympii.
— Przepraszam cię, drogi Nathanaelu, — rzekł mu raz wreszcie Zygmunt, — ale wytłumacz mi, jakim u dyabła sposobem człowiek, jak ty rozsądny, mógł się zakochać w tej drewnianej lalce z woskową twarzą?
Nathanael z trudnością poskramiając wybuch, odpowiedział na to ile mógł spokojnie:
— Wytłomacz mi raczej ty, Zygmuncie: jakim sposobem człowiek, jak ty światły i umiejący ocenić wszystko co piękne, mógł się nie poznać na cudownych wdziękach Olympii? Co do mnie, cieszę się z tego, boś mi nie jest rywalem; inaczej jeden z nas jużby nie żył.
Zygmunt, widząc ze smutkiem chorobliwy stan swego przyjaciela, zaniechał drwiącego tonu, i przyznał, że w rzeczach miłości upodobanie jest jedynem prawem.
— Tylko dziwnem mi się wydaje, — dodał, — że kto tylko widział Olympię,