Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łej duszy, i kiedy po raz pierwszy rozłączyć im się przyszło, może jeszcze więcej bolała nad tem od niego. Z jakiem życiem pobiegła rzucić się w jego objęcia, kiedy wrócił, jak to był obiecął w ostatnim liście! Stało się też jak był przewidział; gdyż zaledwie ujrzał Klarę, zapomniał natychmiast: i o zbyt rozsądnym jej liście, i o Koppeliusie i o Coppoli i o wszystkiem na świecie.
Nie trwało to jednak długo. Miał słuszność pisząc w swoim liście, że zjawienie się wędrownego optyka fatalnie wpłynęło na jego życie. Niebawem zapadł znowu w ponure marzenia i począł roić rzeczy dziwne jak nigdy. Życie ziemskie w mniemaniu jego, było tylko sennem przeczuciem.
— Człowiek błędnie mniema, iż jest samoistny, — powtarzał. — Przeciwnie, służy on tylko za igraszkę tajemniczym potęgom, przeciw którym walczyć rzeczą jest daremną! Prędzej lub później ulega się koniecznie losowi, który nam zgóry naznaczono.
Uwziął się nawet dowodzić, że jest szaleństwem, jakoby w nauce i sztukach mo-