Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pokoju mego ojca, i jak ktoś do niego wchodzi. Niekiedy ten ktoś czas jakiś nie przychodził wcale, niekiedy znów bardzo często.
Trwało tak lat kilka, i pomimo, że już podrastałem, ani podobna mi było oswoić się z tem wrażeniem. Obraz człowieka z piasku nie dawał się zatrzeć niczem w świecie. Stosunki jego z moim ojcem dręczyły mnie coraz mocniej, a jednak zanic pod słońcem nie byłbym się odważył stawiać mu w tym względzie pytania. Opanowała mnie żądza wyjaśnienia tej tajemnicy własnym pomysłem, i ujrzenia własnemi oczyma straszliwego widziadła; żądza ta wzmacniała się we mnie z laty. Przeczuwałem w tem cały świat tajemnic, dziwnych wpływów i zagadkowych cieni, który zgłębić wyrywała się moja dusza. Lubiłem wprawdzie i dawniej opowiadania o czarownikach, wilkołakach i upiorach, ale od czasu jak mnie opętał człowiek z piasku, nie było stołu, ściany, szafy, na którejbym go nie rysował bezwiednie kredą lub węglem, nadając mu rysy najosobliwsze, a zawsze bardzo straszne.
W dziesiątym roku życia, przeniesiono mię z izby dziecinnej. Matka przeznaczy-