Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kiego, nienawidzącego sztuk pięknych. I omylisz się, gdyż tylko wzgląd, oparty na głębokiem przeświadczeniu, zmusza mnie do wzbronienia tu o ile można przystępu wszelkiej muzyce, co każdy umysł, a zatem i mój pociąga i wzrusza. Dowiedz się pan, że moja żona choruje właśnie ze zbytniego wzruszenia, które w końcu wszystkie rozkosze życia zatruć może. W tych murach przebywając, zostaje ona ciągle w jakiemś podnieconem, rozdraźnionem usposobieniu, które zwykle szybko przemija, albo też niekiedy jest poprzednikiem większej choroby. Zapytasz mnie pan, i nie bez pewnej słszności, dlaczego tak delikatną kobietę narażam na mieszkanie w tem ponurem miejscu, wśród dzikiej, myśliwskiej wrzawy? Nazwij to pan słabością, jeśli ci się podoba, ale wyznaję, że nie podobna mi jej samej zostawić. Wśród ciągłych obaw, nie byłbym zdolny przedsięwziąć nic ważniejszego, ponieważ straszliwe obrazy różnego rodzaju przypuszczeń prześladowały mnie zarówno w lesie, jak w sali sądowej... Nadto byłem zdania, że dla słabej kobiety, takie jak tu pożycie posłuży właśnie jak wzmacniająca kąpiel żelazna.