Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ścią doznajemy, gdy nam kto opowiada żywo i obrazowo jaką powieść o strachach. Nadto przyszło mi na myśl, że nigdy w lepszem usposobieniu nie można czytać książki, którą wówczas, jak każdy hołdujący romantyzmowi, miałem w kieszeni. Był to Szyllera „Duchowidz“ (Geisterseher). Czytałem i czytałem, i coraz bardziej rozpalała się moja wyobraźnia. Stanąłem na przecudnym opisie ślubnych godów u hrabiego B.; właśnie ukazała się krwawa postać Hieronima... gdy — ze strasznym łoskotem rozwarły się drzwi prowadzące do przedsionka. Przerażony skoczyłem do góry, książka mi z rąk wypadła. Ale w tej chwili wszystko ucichło, i zawstydziłem się mojego dziecinnego strachu. Być może, iż przeciągiem powietrza, lub inym jakim sposobem drzwi się otworzyły, a podrażniona moja fantazya w naturalnym wypadku dopatrzyła czegoś strasznego.
Uspokoiwszy się, podnoszę książkę z ziemi i rzucam się znowu w poręczowe krzesło. Wtem... idzie coś z cicha, zwolna, mierzonym krokiem, idzie w poprzek sali, a idąc wzdycha i jęczy; w tych westchnieniach i jękach wyrażało się naj-