Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


DON JUAN
(Z DZIENNIKA PODRÓŻUJĄCEGO ENTUZYASTY).

Dźwięczny a mocny głos wołający: widowisko się zaczyna! zbudził mię ze słodkiego snu, w jakim byłem pogrążony. Basy brzęczą, jedne przez drugie — uderzenie bębna — huk trąby — jasne A wydobyte z obojów — preludyum skrzypcowe: oczy sobie przecieram, czy dyabeł drwi sobie zemnie?... Nie, jestem w pokoju hotelu dokąd przybyłem pod wieczór, znużony i zmęczony. W pobliżu mam sznurek dzwonka, ciągnę, zjawia się posługacz.
— W imię Boga, cóż to za pomieszana muzyka, co tu dzwoni koło mnie? Czy tu koncert odbywa się w domu?
— Ekscelencya (piłem przy objedzie szampana) nie wie być może, że ten hotel styka się z teatrem. Te drzwi tapetą osłonięte otwierają się na kurytarzyk pro-