Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że tylko wskutek kłamliwych plotek tak źle z początku z nim postąpił, dodając przy tem, iż nietylko ma pozostać w zamku, ale pełnić służbę jako marszałek, z podwójną pensyą.
— Winienem cię dobrze wynagrodzić. Chcesz złota, to weź sobie jeden z tych worków!
Rzekłszy to, baron stał ze spuszczonym wzrokiem przed starym marszałkiem, potem jeszcze raz przystąpił do szkatuły i porządkował worki.
Marszałkowi krew na twarz wystąpiła, i wydał ten straszny głos, o którym baron justycyaryuszowi wspominał, że podobny był do jęku zranionego zwierza. Justycyaryusz zadrżał, bo to, co przez zęby marszałek wymawiał, zdawało się brzmieć:
— Krew za złoto!
Baron zagłębiony cały w swym skarbie, niczego się nie domyślał. Danielem, gdy patrzał na to, kurczowy wstrząsnął dreszcz; z pochyloną przecież głową, w pokornej postawie zbliżył się do barona, pocałował go w rękę i rzekł płaczliwym głosem:
— Ach, mój jasny panie, co mnie bie-