Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   272   —

Monarsze swemu, co winien poddany,
To winna żona swojemu mężowi,
A gdy jest swarną, kwaśną, opryskliwą,
I nieposłuszną uczciwym rozkazom,
Czyliż występnym nie jest buntownikiem,
Niewdzięcznym zdrajcą dobrego monarchy?
Wstyd mi, gdy widzę szalone kobiety,
Toczące wojnę tam, gdzie na kolanach
Tylko o pokój błagaćby powinny,
Gdy chcą panować i słów groźnych użyć,
Tam, gdzie powinny kochać, słuchać, służyć.
Ciała są nasze i miękkie i słabe,
I burzy świata niezdolne wytrzymać,
By czucia nasze, z ciałem naszem zgodne,
Były uprzejme, miękkie i łagodne.
Biedne robaczki, słabe a uparte!
Myśli me były tak śmiałe jak wasze,
Serce tak dumne, rozum może lepszy,
Słowem odeprzeć słowo, groźbą groźbę,
Dziś, widzę, lance nasze są ze słomy,
Siła tem mniejsza, im większe pozory:
Niech was mój przykład nauczy pokory,
Ugnijcie czoła, bezsilne niebogi,
Podłóżcie ręce pod mężowskie nogi.
Aby uczynkiem stwierdzić moje słowa,
Jeśli chcesz, mężu, dłoń moja gotowa.
Petruchio.  A to mi żona! niech cię pocałuję.
Lucencyo.  Przegrałem, płacę, i z serca winszuję.
Wincenc.  Posłuszne dziecko pociechą rodzica.
Lucencyo.  Jak smutkiem męża kobieta złośnica.
Petruchio.  Trzech nas trzy żony w jednej wzięło chwili,
Lecz dwóch, już widzę, grzbiet pod jarzmo chyli.
(Do Luc.) Choć tyś w cel trafił, moja jest wygrana.
Ale dobra noc! czas nam iść, kochana.

(Wychodzi Petruchio z Katarzyną).

Hortens.  Idź, boś ugłaskał sławną sekutnicę.
Lucencyo.  I przeszedł prawie mej wiary granice. (Wychodzą).