Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/248

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    —   238   —

    Tranio.  Prócz jej miłości, ojca przyzwolenie
    Równie potrzebne; aby je otrzymać,
    Jak ci poprzednio wyłożyłem, panie,
    Znajdę człowieka, (kto on, mniejsza o to,
    Byle potrzebną oddał nam usługę)
    Który Wincencya z Pizy przyjmie rolę,
    I będzie w Padwie naszym ręczycielem
    Na sumy większe, niż ta, którąm przyrzekł;
    Tak więc twe piękne spełnią się nadzieje,
    I pojmiesz Biankę za zgodą jej ojca.
    Lucencyo.  Gdyby mej Bianki kroków nie szpiegował
    Tak bystrem okiem kolega profesor,
    Byłoby dobrze ślub zawrzeć tajemny;
    Raz ożeniony — niech świat co chce gada —
    Na przekór światu zatrzymam co moje.
    Tranio.  We wszystkiem, panie, dobrze się rozpatrzym,
    I nie zaśpimy żadnej sposobności,
    Starego Gremia w pole wyprowadzim,
    Poślemy za nim i ojca Minolę,
    I muzykanta wykwintnego Licya,
    Na korzyść pana mojego Lucencya. (Wchodzi Gremio).
    Ha, signor Gremio! czy wracasz z kościoła?
    Gremio.  A kontent, jakbym ze szkoły uciekał.
    Tranio.  Czy z panią młodą powraca pan młody?
    Gremio.  Pan lecz nie młody, to pan nie na żarty,
    Ostry i szorstki, aż mi żal dziewczyny.
    Tranio.  Od niej zrzędniejszy? nie, to być nie może.
    Gremio.  Tak jest; to dyabeł, dyabeł, żywy dyabeł!
    Tranio.  Jeśli on dyabeł, to ona dyablica.
    Gremio.  Ba! ona przy nim gołąbek lub jagnię.
    Słuchaj, Lucencyo; gdy ksiądz go zapytał,
    Czyli za żonę bierze Katarzynę,
    „Biorę, do kroćset stu tysięcy beczek“,
    Głośno zawołał; kapłan zadziwiony
    Upuścił brewiarz z swojej drżącej ręki,
    A gdy się schylił, żeby książkę podnieść,
    Takiego kuksa dał mu waryat młody,
    Ze z brewiarzem i ksiądz się powalił: