Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   217   —

Petruchio.  Czy chcę żyć, zapytaj.
Grumio  (na str.). Czy chce, nie wątpię, albo ją powieszę.
Petruchio.  Czy nie w tej myśli jedynie przybyłem?
Sądzisz, że wrzawy trochę mnie ogłuszy?
W swoim ja czasie lwów słyszałem ryki,
Widziałem morze wiatrami chłostane,
Jak dzik spocony pieniące się całe,
Na placu bitwy słyszałem dział grzmoty,
I w chmurach straszną niebios artyleryę,
Słyszałem krzyki walczących rycerzy,
Rżenie rumaków i trąb głos chrapliwy,
I przed niewieścim ja drżałbym językiem,
Który nie głośniej w uchu się rozlega,
Jak pękający kasztan wśród ogniska?
Schowaj dla dzieci upiory i duchy.
Grumio  (na str.). Bo on samego dyabła się nie zlęknie.
Gremio.  Słuchaj, Hortensyo, wszystko mi się zdaje,
Że pan ten w dobrą przyjechał tu porę,
Tak dla swojego, jak naszego szczęścia.
Hortens.  Ja mu przyrzekłem, że przez czas zalotów
Bierzem na siebie koszta jego wszystkie.
Gremio.  Chętnie, jeżeli do celu dobieży.
Grumio  (na str.). Chciałbym tak pewnym dobrej być wieczerzy.

(Wchodzą: Tranio, bogato ubrany i Biondello).

Tranio.  Dzień dobry! Raczcie przebaczyć, panowie,
Jeśli zapytam o najbliższą drogę
Do domu pana Baptysty Minoli.
Biontlello.  Minoli, ojca dwóch nadobnych córek?
Tranio.  On sam, Biondello.
Gremio.  Nie przypuszczam, panie,
Byś o niej myślał —
Tranio.  I o niej i o nim,
Wszystko być może. Co panu do tego?
Petruchio.  Byle nie o tej, co lubi się swarzyć.
Tranio.  Nie lubię swarów. (Do Biondella) Idźmy, bo czas drogi
Lucencyo  (na str. do Trania). Dobry początek.
Hortens.  Jedno przódy słowo
Czy chcesz się starać o rękę tej panny,