Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   199   —

Jeśli paź sztuki kobiecej nie umie
Łez gorzkich strugi na rozkaz wylewać,
Na to cebula wybornie się przyda;
Niechaj ją dobrze w swą zawinie chustkę,
A będzie płakał jakby Magdalena.
Bez straty czasu zrób co rozkazałem,
A później dalsze odbierzesz instrukcye.

(Wychodzi Sługa).

Mój paź potrafi dobrze naśladować
Głos, wdzięk i ruchy wykwintnej szlachcianki.
Chciałbym już słyszeć jak mężem go nazwie,
Chciałbym już widzieć, jak moi dworzanie
Śmiech będą tłumić, gdy pokorne służby
Będą składali temu prostakowi.
Teraz pośpieszę, aby moją radą
I obecnością miarkować rozpustę
I w należytych zamknąć ją granicach. (Wychodzą).


SCENA II.
Sypialny pokój w domu Pana.
(Slaj w bogatym szlafroku, otoczony Dworzanami; jedni trzymają różnego rodzaju suknie, inni miednicę i inne potrzeby toalety. Wchodzi Pan w ubiorze służącego).

Slaj.  Na miłość Boga, dajcie mi kwartę podpiwku.
1 Sługa.  Czy wielkość wasza chce szklankę węgrzyna?
2 Sługa.  Czy godność wasza nie pragnie konfitur?
3 Sługa.  Jakie dziś szaty wdzieje pan dostojny?
Slaj.  Nazywam się Krzysztof Slaj — dajcie mi pokój z waszą wielkością i godnością i dostojnością. Jak żyję, nie piłem węgrzyna, a jeśli chcecie dać mi konfitur, dajcie mi konfitur wołowych. Nie pytajcie, jakie chcę wdziać szaty, bo nie mam więcej sukni jak grzbietów, więcej skarpetek jak goleni, więcej trzewików jak nóg, a zdarza mi się nawet czasem, że mam więcej nóg jak trzewików, albo takie trzewiki, że wyglądają z nich pięty.