Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 7.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Żeby je Brutus znalazł jutro rano
W pretorskiem krześle; a to, rzuć mu oknem;
A do posągu starego Brutusa
To przylep woskiem; później złącz się z nami,
Będziem w krużganku Pompejusza radzić.
Czy są tam Decyusz Brutus i Treboniusz?
Cynna.  Tylko Metellus Cymber nieobecny,
Wybiegł, ażeby w twym domu cię szukać.
A teraz idę zlecenia twe spełnić.
Kassyusz.  Idź, my czekamy w teatrze Pompeja.

(Wychodzi Cynna).

Chodź ze mną, Kasko, a nim dzień zaświta,
Pójdziemy razem do Brutusa domu.
Trzy jego części już po naszej stronie,
A będzie cały po pierwszej rozmowie.
Kaska.  O, Brutus silnie ludu sercem włada!
To coby zbrodnią mogło w nas się wydać,
Jego powagi wszechmocną alchemią
Zmieni się w cnotę i szlachetne dzieło.
Kassyusz.  Dobrze pojąłeś całą jego wartość,
Jego potrzebę dla naszych zamiarów.
Nie traćmy czasu, już północ minęła,
A nim zaświta, on naszym być musi. (Wychodzą).


AKT DRUGI.
SCENA I.
Rzym. Ogród Brutusa.
(Wchodzi Brutus).

Brutus.  Holo, Lucyuszu! Nie mogę rozpoznać
Po gwiazd obrocie, jak daleko rano.
Hola, Lucyuszu! Ach, jakżebym pragnął
Jego mieć wady, jak on spać głęboko!