Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 7.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I mój też język głowę kocha moję.
Antyoch  (na str.). O, gdybym miał ją! Zagadkę rozwiązał!
Łudźmy go jednak. (Głośno). Młody książę Tyru,
Choć wedle całej prawa surowości
Za mej zagadki błędne rozwiązanie
Mógłbym dni twoich zagasić pochodnię,
To przecie pamięć na wspaniałe drzewo,
Którego piękną jesteś latoroślą,
Miłosierniejszą natchnęła mnie myślą.
Jeszcze ci daję czterdzieści dni zwłoki;
Jeśli przed końcem znajdziesz tajemnicę,
Z radością mianem syna cię zaszczycę.
Tymczasem znajdziesz przyjęcie tu godne
Mego honoru i twojej wartości.

(Wychodzą: Antyoch, jego Córka i Orszak).

Perykles.  Jak dworność umie grzech pięknie osłonić!
Lecz zawsze w każdym obłudnika kroku
Tylko to piękne, co leży na oku.
Gdybym naprawdę mylnie odpowiedział,
To niewątpliwie nie byłbyś tak grzesznym,
Byś kazirodztwem twą pokalał duszę,
Gdy jesteś teraz i ojcem i synem
Przez twoje z własnem twojem dzieckiem związki,
Nie ojcu ale mężowi przystojne;
Ona się matki swojej karmi ciałem,
Kalając matki swej małżeńskie łoże;
Wspólnie, jak węże co wśród kwiatów żyją,
Truciznę sączą, chociaż nektar piją.
Żegnaj mi, królu! bo mądrość mnie uczy,
Że kto popełnia czarne jak noc czyny,
Gotów na wszystko, by ukryć swe winy;
Grzech płodzi grzechy: śladem rozpustnika
Jak dym za ogniem rozbój się pomyka;
Rękami grzechu zdrada i trucizna,
I tarczą jego niesławę kryjącą;
By swych tajemnic w mej nie schował trumnie,
Mknę się przed jego sztyletem rozumnie (wychodzi).

(Wraca Antyoch).