Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 7.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że i w Tyfona ryczącego ustach
Byłyby tylko nędzną hiperbolą.
Na to zatęchłych błazeństw widowisko,
Ogromnem ciałem swojem gniotąc łoże,
Achilles z głębi swych piersi dobywa
To śmiechy głośne, to głośne oklaski,
Woła: „wybornie! żywy Agamemnon!
A teraz graj nam mądrego Nestora,
Jak Nestor chrząkaj i gładź sobie brodę,
Gdy się do jakiej perory zabierze“.
Ma, czego żądał; a naśladowanie
Tak wzoru blizkie jak dwie równoległe,
A tak podobne jak Wulkan i Wenus;
Boski jednakże Achilles wykrzyka:
„Wybornie! żywy Nestor! Daj go teraz,
Jak się przy nocnym uzbraja alarmie“.
Dopieroż śmiechy ze słabości wieku!
Kaszle i pluje; trzęsącą się ręką
Bez końca dłubie po spinkach swej zbroi,
A na ten widok umiera od śmiechu
Jego waleczność, woła: „skończ, Patroklu,
Lub mi stalowe daj żebra, inaczej
Od śmiechu pęknę!“ I takim zwyczajem
Nasze przymioty, kształty, charaktery,
Nasze zasługi, czyny i fortele,
Nasze rozkazy, przezorność i mowy,
By zagrzać wojsko, lub zawrzeć przymierze,
Tryumf i klęski, prawda i potwarze,
Wszystko treść daje ludzi tych szyderstwom.
Nestor.  Przykład tej pary, którą głos powszechny
Ukoronował, jak mówi Ulisses,
Niejedną duszę zatruł swoim jadem.
Toć Ajax także urósł w samowolę,
I głowę nosi z Achillesa dumą,
I jak Achilles w namiocie zamknięty,
Uczty wydaje buntownicze, szydzi
Z naszych rozkazów, śmiały jak wyrocznia
Szczuje Tersyta, tego niewolnika,