Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 7.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Nie, żebym zbytnią pokładać miał ufność
W poety piórze, albo grze aktorów,
Lecz by wystąpić zgodnie z treścią dzieła,
By was uprzedzić, łaskawi widzowie,
Że sztuka nasza przeskakuje wojny
Cały początek i w środku zaczyna,
Zbierając wszystko, co w tym krwawym sporze
Poeta w sztuce jednej streścić może.
Chwalcie lub gańcie wedle waszej woli:
Złe albo dobre, to wojny jest kolej.


AKT PIERWSZY.
SCENA I.
Troja. Przed pałacem Pryama.
(Wchodzą: Troilus w zbroi i Pandarus).

Troilus.  Gdzie jest mój giermek? pragnę się rozbroić.
Po co mi walczyć za murami Troi,
Gdym w mieście samem krwawą znalazł bitwę?
Niech ten, co panem swojego jest serca,
Do boju leci. Troil stracił swoje.
Pandarus.  Czy się te skargi nigdy nie zakończą?
Troilus.  Silni są Grecy; ich siła ćwiczona;
Z nauką dzielni, z dzielnością wytrwali,
Kiedym ja słabszy jest od łez niewieścich,
Od snu lękliwszy, od prostoty głupszy,
Nie waleczniejszy od dziewic w ciemności,
A nie ćwiczeńszy od słabych niemowląt.

Pandarus.  No, już ci się dosyć o tej sprawie nagadałem i nie chcę się mieszać do niej na przyszłość. Kto chce jeść bułkę z pszenicy, musi wprzód czekać na mlewo.
Troilus.  Czy nie czekałem?
Pandarus.  Na mlewo; lecz czekać jeszcze musisz na pytlowanie.