Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 6.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KORYOLAN.

AKT PIERWSZY.
SCENA I.
Ulica w Rzymie.
(Wchodzi tłum zbuntowanych Obywateli z kijami, maczugami i różnego rodzaju bronią).

1 Obyw.  Nim pociągniemy dalej, słuchajcie mnie!
Kilku Obyw.  (razem). Mów, mów!
1 Obyw.  Czy macie silne postanowienie umrzeć raczej, niż głód cierpieć!
Kilku  (razem). Mamy, mamy!
1 Obyw.  Trzeba wam wiedzieć przedewszystkiem, że Kajusz Marcyusz jest głównym nieprzyjacielem ludu.
Kilku  (razem). Wiemy, wiemy!
1 Obyw.  Zabijmy go, a będziemy mieli zboże po naszej cenie. Czy zgoda?
Kilku  (razem). Nie ma o czem dłużej mówić: zabijmy go! Więc dalej, naprzód!
2 Obyw.  Jedno słowo, dobrzy obywatele!
Obyw.  Nazywają nas chudymi mieszczuchami; wszystkie godności są tylko dla patrycyuszów. Czem się władcy nasi z przesytu brzydzą, pokrzepiłoby naszą biedotę. Gdyby nam ustąpili tylko swoich resztek, nim się popsują, myślelibyśmy, że nam przyszli w pomoc przez ludzkość: ale i to dla nich za drogo. Nasze wycieńczenie, skutek naszej nędzy, to jakby inwentarz ich