Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 6.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Niech nowościami ostrzą mu apetyt!
Niech honor jego ciężki sen odroczy,
Póki letejskie nie uśpią go wody!

(Wchodzi Waryusz).

Jaką wiadomość przynosisz, Waryuszu?
Waryusz.  Wieść niewątpliwa, że lada godzina
Czekają w Rzymie Marka Antoniusza,
Od czasu bowiem, jak opuścił Egipt,
Mógłby i dłuższą przemierzyć już drogę.
Pompej.  Mniej ważnej wieści chętniej dałbym ucho.
Wyznaję, Menas, że nie przypuszczałem,
Aby rozpustnik na miłość łakomy
Przyłbicę włożył na tak małą wojnę.
Żołnierz to dwakroć od obu dzielniejszy.
O sprawie naszej teraz lepiej tuszę,
Gdy ruch nasz pierwszy wyrwał rozpustnika
Z gorących objęć wdowy Ptolemeja.
Menas.  Nie myślę, żeby Cezar i Antoni
Szczerej przyjaźni dłoń sobie podali:
Ciężko Cezara obraziła Fulwia;
Brat Antoniego, choć bez jego woli,
Pierwszy z Cezarem mierzyć się odważył.
Pompej.  Nie wiem, o ile zdolne są ustąpić
Drobne urazy wielkiej nienawiści.
Gdybyśmy wszystkim czoła nie stawili,
Wnetby wybuchła między nimi wojna,
Bo im na wielkich nie braknie powodach,
By szabli dobyć; lecz nie wiemy jeszcze,
O ile trwoga, którą w nich budzimy,
Może ich wspólne przytłumić urazy
I drobny rozbrat na chwilę połatać.
Lecz bogów naszych niech spełni się wola
Zbawienie nasze w naszej szabli leży,
Więc idźmy, Menas! (Wychodzą).