Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. VII.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
90
KUPIEC WENECKI.

Gracyano. Tyżeśto była tym piszczykiem, który
Ma mi przyprawić rogi?
Neryssa. Nie inaczej;
Który jednakże tego nie uczyni,
Aż wtedy, kiedy dojdzie do lat męskich.
Bassanio. Musisz mi swoje otworzyć objęcia,
Piękny doktorze, a gdy wyjdę z domu,
Wolno ci miewać sam na sam z mą żoną.
Antonio. Tyś mię, o pani, obdarzyła życiem,
A teraz darzysz tem, z czego żyć mogę;
Bo wyczytuję tu z wszelką pewnością,
Że moje statki przybyły szczęśliwie
I stoją w porcie.
Porcya. Teraz na was kolej,
Mości Lorenco: ma tam mój dependent
I dla was pewien gościniec w kieszeni.
Neryssa. I da go bez żądania honoraryum.
Oto doręczam wam i waszej żonie
Akt darowizny, którym wam bogaty
Ojciec Jessyki przeznacza legalnie
Po swojej śmierci wszystko, co posiada.
Lorenco. Boskie niewiasty! Wy głodnym po drodze
Sypiecie mannę.
Porcya. Już dzień prawie, przecież
Jeszcze wam nie dość jasno się przedstawia
Bieg tych wypadków. Wnijdźmy więc do domu;
Tam z nas ściągniecie śledztwo i na wszystko
Protokularną znajdziecie odpowiedź.
Gracyano. Zgoda. Najpierwszą kwestyą, jaką zadam
Mojej Neryssie, będzie ta, czy woli
Do przyszłej nocy wstrzymać się ze wczasem,
Czy pójść spać zaraz, chociaż dzień za pasem?
Co do mnie, niechby do jutra wieczora
Trwał mrok, gdy będę z piszczykiem doktora;
Bądź jednak pewna, że nie zgrzeszę śpiączką,
Czuwając, luba, nad twoją obrączką.

KONIEC.