Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. VII.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
82
KUPIEC WENECKI.

Stefano. Jej panna tylko i jakiś tam święty.
Ale powiedzcie mi, czy nasz pan wrócił?
Lorenco. Nie wrócił i nic o nim nie słyszałem.
Dalej Jessyko, trzeba nam się zająć
Przygotowaniem do uroczystego
Przyjęcia pani tego domu. Idźmy.

(Wchodzi Lancelot).

Lancelot. Hola! hej! hop! hop! holala!
Lorenco. Któżto tak wrzeszczy?
Lancelot. Hola! Nic widzieliście gdzie pana Lorenca i pani Lorencowej! Holala!
Lorenco. Nie holuj tak, krzykało; jestem tu.
Lancelot. Hola! gdzie? gdzie?
Lorenco. Tu.
Lancelot. Powiedzcie mu, że sztofada przyszła od naszego pana, z pełną torbą nowin. Nasz pan będzie tu równo ze dniem.

(Wychodzi).

Lorenco. Pójdź, luba, w domu czekać na nich będziem.
Ale dlaczegożby koniecznie w domu?
Mości Stefano, proszę cię, idź służbie
Oznajmić blizki przyjazd naszej pani
I muzykantom każ tu przyjść.

(Wychodzi Stefanio).

Jak wdzięcznie
Na tym pagórku śpi światło miesiąca!
Siądźmy tu sobie i niech wdzięk muzyki
Płynie nam w ucho: noc i nocna cisza
Godzą się z słodkim urokiem harmonii.
Usiądź, Jessyko; patrz, jak przestwór nieba
Gęsto w złociste gwiazdki jest utkany;
A każdy krążek z tych, które tam widzisz,
Bieg odbywając, dołącza pieśń swoją
Do chóru jasnookich cherubinów.
Tak są harmonii pełne czyste duchy:
Tylko my, których duch jest powinięty
W skorupę prochu, słyszeć jej nie możem.

(Wchodzą muzykanci).

Zbliżcie się! zbudźcie śpiewnym hymnem Dyanę,
Wyślijcie naprzód na spotkanie pani