Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
62
MIARKA ZA MIARKĘ.

Książę. Jesteście pewną, że znajdziecie drogę?
Izabella. Na wszystko bacznie i pilnie zważałam;
On zaś z szeptliwą, grzeszną gorliwością
Wszystko mi czynnie tłómacząc, po dwakroć
Wskazywał drogę.
Książę. A czy nie ma innych
Pomiędzy wami umówionych znaków,
Na które zważać powinna?
Izabella. Nie, niema;
Tylko się spotkać mamy wśród ciemności,
Przytem mu rzekłam, że tylko czas krótki
Mogę z nim zostać, bo mu powiedziałam,
Że razem ze mną przyjdzie i służąca,
Która zaczeka, a której mówiłam,
Że względem brata przychodzę.
Książę. Tak dobrze.
Jeszczem nie mówił o tem Maryanie
Ani słóweczka: Hejże! proszę do nas.

(Wraca Maryana).

Raczcie znajomość zabrać z tą dziewicą;
Chce wam uczynić coś dobrego.
Izabella. Takież
I me życzenie.
Książę Macie przekonanie,
Że was szanuję?
Maryanna. Wiem o tem, cny książę,
Miałam już tego dowody.
Książę. A zatem
Ściśnijcie rękę waszej towarzyszki,
Co ma gotową rzecz dla waszych uszu;
Poczekam na was, tylko się pospieszcie;
Noc się już zbliża wilgotna.
Maryanna. Zechcie cie
Pójść teraz ze mną.

(Maryanna i Izabella wychodzą).

Książę. Władzo! potęgo! Milion kłamnych oczu
Wlepiony w ciebie! Niezliczone tłumy
Kłamnych i sprzecznych wieści pędzą, węsząc,
Za twymi czyny. Tysiączne rodzaje