Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/317

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
311
AKT PIĄTY. SCENA PIĄTA.

Gwideryusz. Zeznałem prawdę.
Cymbelin. Wszak-ci to książę był.
Gwideryusz. A jednak prostak;
Zelżył mnie w sposób niegodny, książęcia.
I tak mnie dotknął, iż jeśliby morze
W podobny sposób chciało na mnie napaść,
Stawiłbym czoło Uciąłem mu głowę,
I cieszy mnie to, iż nie ma go tutaj,
Aby o mojej rzekł tak samo.
Cymbelin. Biada!
Sam się potępiasz. Prawo żąda śmierci.
Giń więc.
Imogena. Jam miała to ciało bez głowy
Za zwłoki męża.
Cymbelin. Zwiążcie go natychmiast
I wyprowadźcie.
Belaryusz. Jedno słówko, królu!
Lepszy zabójca ten, niźli zabity.
Równy on tobie i zrobił dla ciebie
Więcej niż cała Klotenowa banda,
Niechętna w nastawianiu karku. Zwolń go,
On kajdan nie zasłużył.
Cymbelin. Słuchaj, stary,
Chcesz-li się nagród zbyć. nim ci je dano?
Chcesz nas rozgniewać? Więc on tyle znaczy,
Co nasz majestat?
Arwiragus. To była przesada.
Cymbelin. Życiem przypłacisz ją.
Belaryusz. Wszyscy trzej zginiem.
Ja pierwszy. Dwaj z nas godni są istotnie
Tego, co rzekłem. O, drodzy synowie,
Muszę odsłonić tajemnicę, groźną
Dla mnie, zbawienną dla was.
Arwiragus. To, co tobie,
Jest i nam groźne.
Gwideryusz. Nasze szczęście, twojem.
Belaryusz. Więc dobrze. Królu, miałeś poddanego
Imieniem Belaryusza.
Cymbelin. Tak! Wygnany
Został ów zdrajca.