Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
309
AKT PIĄTY. SCENA PIĄTA.

Teraz dopiero-ś zabił ją. Pomocy!
O, droga księżno!
Cymbelin. Chyba świat się kończy.
Postumus. Co za wir w głowie.
Pisanio. Przebudź się, księżniczko!
Cymbelin. Jeśli to ona, chyba chcą mnie bogi
Zabić radością.
Pisanio. Księżno!
Imogena. Precz odemnie!
Tyś mi truciznę dał, podstępny zbójco,
Niegodny nawet oddychać powietrzem
Tem, co książęta.
Cymbelin. Ależ to istotnie
Głos Imogeny!
Pisanio. Władczyni ty moja,
Niech we mnie bogi piorunem ugodzą,
Jeśli flaszeczki tej nie uważałem
Za lek cudowny. Był to dar królowej.
Cymbelin. Znów coś.
Imogena. Jam tem się otruła.
Korneliusz. O, nieba!
Prawda: królowa jeszcze coś wyznała.
To cześć ci wraca. Jeżeli Pisanio,
Rzekła, dał pani swojej medycynę,
Którą odemnie miał, to nią uraczy
Tak, jak się raczy szczury.
Cymbelin. Korneliuszu!
Korneliusz. Nieraz królowa nalegała na mnie,
Bym jej truciznę dał, przywrodząc zawsze
Za pretekst wiedzę, zapewniając święcie,
Ze tylko niskie truć będzie stworzenia —
Tylko psy, koty, których się nie szczędzi.
W obawie, aby nie chciała pójść wyżej,
Przysposobiłem trunek, co zażyty,
Nagle wstrzymuje życiową energię.
Niebawem jednak, wszystkie siły same
Budzą się. — Czyli-ś to zażyła, pani?
Imogena. Pewnie, bo-m zmarła.
Belaryusz. Słyszycie, synowie?
Teraz rzecz jasna.