Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/308

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
302
CYMBELIN.

A naga pierś puklerze zawstydziła —
Znikł gdzieś bez wieści — oznajmiamy ninie,
Że kto go znajdzie, tego uszczęśliwi
Obfitość naszej łaski.
Belaryusz. Nigdy w życiu
Tyle nie podziwiałem bohaterstwa,
Ile w nim właśnie; dziwne to, zaprawdę;
Książęce iście męstwo w kimś, co zda się,
Do żebraczego stworzonym tchórzostwa.
Cymbelin. Czyliż nic o tym człeku nie wiadomo?
Pisanio. Próżno szukano go w pośrodku żywych
I pośród trupów.
Cymbelin. Na me utrapienie
Zostałem jego nagrody dziedzicem.
Wam ją oddaję: serce, mózg, wątrobę
Brytanii, przez was tylko ocalonej,
Lecz kto wy, mówcie.
Belaryusz. Najjaśniejszy panie,
Szlachta Kambrejska. Byłoby niegodnem
I nie prawdziwem bardziej chwalić siebie.
Dość na tem, żeśmy uczciwi.
Cymbelin. Klęknijcie!
A teraz wstańcie mymi rycerzami.
Wam daję pierwsze miejsce w mym orszaku,
I nie poskąpię stosownych dostojeństw.

(Wchodzi Korneliusz z damami dworu).

Co to za pospiech z ócz wam patrzy? Czemu
Smutkiem witacie zwycięstwo, jakgdyby
Rzym wydał was, a nie Brytania?
Korneliusz. Królu,
Zamącić muszę tę szczęśliwą chwilę.
Królowa zmarła.
Cymbelin. Komuż mniej przystoi,
Niż lekarzowi, wieść przynosić taką?
Lecz wiemy: śmierć drwi z leków, chwyta przecie
Nawet lekarzy. Jakże ona zmarła?
Korneliusz. W szaleństwie zmarła, straszna, jak za życia;
Okrutna była, więc też i okrutną
Zginęła śmiercią. Co zeznała, ginąc,
Opowiem, jeśli wolno, a te panie