Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/293

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
287
AKT CZWARTY. SCENA TRZECIA.

Klnę się sumieniem. Wiem zresztą, jak szczerze
Swe obowiązki pełni on. Klotena
Gorliwie wszędzie poszukują. Pewnie
Znajdzie się on.
Cymbelin. Burzliwe przyszły czasy!
Tym razem niech ci ujdzie to na sucho,
Lecz podejrzenie nasze dalej wisi
Nad twoją głową.
Drugi dworzanin. Najjaśniejszy panie!
Wylądowały już legiony rzymskie,
Wysłane z Galii, a wzmocnią się jeszcze
Szlachtą przez senat rzymski powołaną.
Cymbelin. Teraz rad trzeba królowej i syna!
Za wiele na mnie jednego!
Pierwszy dworzanin. Mój królu!
Wróg nie przyćmiewa twego wojska liczbą;
A choćby więcej ich przyszło, my także
Wystawmy więcej, trzeba tylko hufce
Wieść w pole. Same przecie o to proszą.
Cymbelin. Dzięki wam. Idźmy na spotkanie chwili,
Która nas czeka; nie Włochy nas trwożą,
Jeno najbliższa troska. Dość już! Pójdźmy.

(Cymbelin i dworzanie odchodzą).

Pisanio. Ni słówkiem pan mi nie dał odpowiedzi
Na ów list, w którym donosiłem jemu,
Ze Imogena padła z mojej ręki.
Dziwne! Nic nie wiem też, co z nią się dzieje,
Choć mi przyrzekła donieść; o Klotenie
Także nie sposób zasięgnąć języka.
Wszystko to razem wprawia mnie w ambaras.
Dopomagajcie, bogi; przez fałszywość
Zacność salwuję, niewiernością wierność.
W wojnie okażę miłość dla Brytanii,
Gdy nie polegnę, sam mnie król pochwali.
Co ciemne, przyszłość wyjaśni po burzy;
Bezsternym łodziom szczęście za ster służy.