Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
263
AKT TRZECI. SCENA PIĄTA.

Lucyusz. Chciej, panie,
Przydać mi orszak, by mnie odprowadził
Do portu w Milford. Przyjmij, o, królowo,
Życzenia szczęścia — i w am go też życzę.
Cymbelin. Panowie, wras obrałem do tej służby.
Jak najsumienniej spełńcie obowiązek.
Żegnaj, Lucyuszu!
Lucyusz. Książę, wasza ręka!
Kloten. Po raz ostatni daję ją w przyjaźni.
W przyszłości będzie inaczej.
Lucyusz. Opatrzność
Czyni zwycięzców. Bądź zdrów, mości książę!
Cymbelin. Nie opuszczajcie panowie Lucyusza
Aż za Sewrernem. Szczęśliwej podróży!

(Lucyusz z orszakiem odchodzi).

Królowa. W gniewie odchodzi, ale to jest właśnie
Honorem dla nas.
Kloten. Tem lepiej; spełniono
Życzenia dzielnych naszych Brytańczyków.
Cymbelin. Lucyusz już listem cesarzowi doniósł,
Jak stoją rzeczy. Czas przeto najwyższy,
Sposobić nasze konie, nasze wozy;
Wojska cesarskie w Galii bardzo prędko
Zbiorą się; stamtąd najazd jego hufców
Uderzy na nas.
Królowa. Nie uchodzi zwlekać.
Szybko, z energią musimy się zbroić.
Cymbelin. W przewidywaniu tego, już zaczęto
Przygotowania. Lecz, droga królowo,
Gdzie nasza córka? Nie widział jej Lucyusz,
Ani nie przyszła mnie powitać rano;
Więcej snać złości, niźli posłuszeństwa
Tkwi w niej. Wezwijcie ją... Trudno nam dalej
Pobłażać.

(Jeden ze służących wychodzi).

Królowa. Wielki królu! Odkąd poszedł
Postumus na wygnanie, wiedzie ona
Samotny żywot; takich ran lekarzem
Jeden czas tylko. Nie zrażaj jej, panie,