Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
234
CYMBELIN.

O, biedna księżno, zacna Imogeno,
Co też ty wszystko ścierpieć musisz! Ojcem
Włada macocha, wiecznie coś knująca;
A ten zalotnik, bardziej nienawistny
Niźli banicya nawet przeciw mężu;
A ów rozwodu grzeszny pomysł... Boże!
Opiekuj ty się grodem jej honoru,
Zbeszcześcić nie daj świątyni jej duszy.
Za te wierności męki niezliczone
Powróć jej męża, a z mężem koronę!

(Odchodzi).
SCENA DRUGA.
Sypialnia. W rogu widać ustawioną dużą skrzynię. IMOGENA wypoczywa w łożu, zajęta czytaniem. PANNA RESPEKTOWA.

Imogena. Kto tu? Heleno!
Panna. Oto jestem, pani!
Imogena. Która godzina?
Panna. Dochodzi już północ.
Imogena. Od trzech więc godzin czytam. Wzrok się znużył...
Zagnij tę kartkę, dotąd przeczytałam.
Idź więc, lecz świecy nie bierz, niech się pali;
Gdybyś zbudziła się o czwartej rano,
Zbudź i mnie także... Usypiam już całkiem.

(Panna respektowa wychodzi).

Bogi, oddaję się waszej opiece!
Od elfów równie, jak od pokus nocnych,
Strzeżcie mnie, błagam...

(Usypia. Jachimo wychodzi ze skrzyni).

Jachimo. Ćwierkają świerszcze, utrudzony człowiek
W spoczynku szuka nowych sił; tak samo
Niegdyś Tarkwiniusz wchodził, by niewinność
Zbudzić i zranić potem. — Cytereo,
Jak cudnie zdobisz twe łoże! Ty, lilio,
Bielsza od płócien! O, gdybym cię tknąć mógł!
I ucałować raz tylko! Jak lekko
Zwarły się cudne rubiny ust; balsam