Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
172
TROILUS I KRESYDA.

Troilus. Nie nadto grzecznym jesteś, Greku, dla mnie,
Skoro ją tylko chwalisz, a pieczęci
Nie dajesz prośbie mej. Dowiedz się zatem:
Tak ona wyższą ponad twe pochwały,
Jak ty niegodny, by zostać jej sługą.
Bądź dla niej dobrym, gdyż ja tego pragnę:
W przeciwnym razie, klnę się na Plutona,
Choćby cię bronić chciał Achilles-olbrzym,
Ty mi nie ujdziesz.
Dyomedes. Bez uniesień, książę!
Chcę, korzystając z godności poselskiej,
Mówić swobodnie. Skoro stąd odejdę,
Będę mógł zrobić, co zechcę. — Ja, książę,
Nie zwykłem robić nic na rozkaz. Będę
Tak ją traktował, jak jest tego godną.
Lecz gdy: „tak musi być!“ powiadasz hardo,
„Nie!“ odpowiadam z dumą i pogardą.
Troilus. Ku bramie teraz. Za przechwałek słowa
Odpowie kiedyś, Dyomedzie, twa głowa.

(Do Kresydy).

Podaj mi rękę, nim dotrzem do bramy,
Tyle pomówić z sobą jeszcze mamy!

(Troilus, Kresyda, Dyomedes odchodzą. Odzywają się surmy).

Parys. Słyszycie? Hektor!
Eneasz. Szybko zszedł nam ranek.
Książę niesłowność gotów mi zarzucić,
Przyszedłem bowiem wyprzedzić go w polu.
Parys. To Troil winien. Pospieszmy-ż się teraz.
Deifobus. Nie rozprawiajcie, jeno chodźmy.
Eneasz. W ślady Hektora podążmy czemprędzej
Z niecierpliwością radosną kochanka.
Od tego, jak się Hektor tam ostoi,
Zawisła dzisiaj cała sława Troi!

(Wszyscy odchodzą).