Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
139
AKT DKUGI. SCENA TRZECIA.

Nawet, gdy z sobą tylko mówi, pycha
Tak go nadyma, iż tchu mu brakuje.
Krew jego kipi od zarozumialstwa;
Duch z ciałem toczy walkę, a wzburzenie
Państwem Achilles tak wstrząśnie, że kiedyś
Obali jego samego. Cóż więcej?
Tak zżarł go pychy jad, że znaki śmierci
Zewsząd wołają: „Przepadł!“
Agamemnon. Mój Ajaksie,
Mój drogi książę, pójdź doń, pozdrów jego.
Mówią, że czci cię, może więc choć trochę
Przyjdzie do siebie, skoro go upomnisz.
Ulisses. Agamemnonie, błagam, cofnij rozkaz.
Błogosławiony niech będzie krok każdy,
Co od Achilla oddzieli Ajaksa.
Miałżeby on pyszałek, co podlewa
Własnym olejem swą dumę i nie chce
Wziąć na uw agę nic, prócz tego chyba,
W co sam się wmieszał, lub co sam przeżuwa,
Miałżeby hołdy odbierać od męża,
Który nam większem niźli on bożyszczem?
Nie, nie! Ten trzykroć zacny, dzielny książę
Niech zasłużonych swych laurów nie kala
I dobrowolnie niech się nie poniża,
By on, co równie sławny, jak Achilles,
Do Achillesa szedł.
Po co bo tuczyć dumę i tak tłustą,
Albo też żaru dorzucać Rakowi,
Gdy płonie w świetnym Hyperiona znaku.
Ajaks do niego iść! Niech Zeus zachowa
I grzmiąc niech powie: „Achil do Ajaksa!“
Nestor (do siebie). Wybornie! Skrobie właśnie, gdzie go swędzi.
Dyomecles (do siebie). Jak on łakomie chwalbę ssie w milczeniu!
Ajaks. Gdybym doń poszedł, musiałbym m u zaraz
Żelazną pięścią rozbić łeb!
Agamemnon. Nie pójdziesz!
Ajaks. Niech się czupurzy, już ja czub mu zmyję!
Puśćcie mnie tylko.