Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
103
AKT PIERWSZY. SCENA DRUGA.

Tylko przez niego przystęp do Kresydy...
Niech-że kto zdoła użyć go za swata,
Ona zaś głuchą jest na wszelkie prośby.
O, Apolinie, przez miłość twej Dafne,
Powiedz, czem jest Kresyda, Pandar, ja sam w końcu?
Indye jej łożem, ona zaś ich perłą...
Wszystko pomiędzy tronem jej, a Ilium,
Jest jakby dzikie, rozhukane morze;
Na niem ja kupcem, Pandar — sterownikiem,
Łodzią, załogą: niepewna nadzieja.

(Odzywają się surmy bojowe. Wchodzi Eneasz).

Eneasz. Książę Troilus — dla czego nie w boju?
Troilus. Bo nie! Odpowiedź godna ust kobiety,
Tak, jak kobieca rzecz nie być tam dzisiaj...
Jest coś nowego? Jaki przebieg walki?
Eneasz. Powrócił Parys, krwią oblany, ranny...
Troilus. Z czyjej-że reki padł cios?
Eneasz. Z Menelausa...
Troilus. To rzecz zabawna w tem spotkaniu srogiem:
Parys raniony Menelausa rogiem!
Eneasz. Słyszysz? Na ostro snać starli się! W drogę!
Troilus. Czemuż „chcę“ tyle nie znaczy, co „mogę!“
Eneasz. Choćby w tej chwili.
Troilus. Naprzód więc, a śmiało!

(Wychodzą).
SCENA PRAGA.
Tamże.
Wchodzi: KRESYDA i ALEKSANDER, jej służący.

Kresyda. Kto przeszedł tędy?
Aleksander. Hekuba z Heleną.
Kresyda. Którędy poszły?
Aleksander. W stronę wschodniej bramy,
Aby z jej szczytu, skąd widok rozległy.
Przyjrzeć się walce. Hektor, niezachwiany
Nigdy w spokoju, dzisiaj czegoś nie swój;
Wyburczał Andromache, zbił strażnika;