Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. III.djvu/375

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
367
AKT PIĄTY. SCENA PIĄTA.

A pomnóż wartość. Porzuć swe obżarstwo
I wiedz, że grób cię trzykroć szerszy czeka,
Niż innych ludzi. Nie sil mi się próżno
Na żart niewczesny! Nie myśl, że dziś jestem,
Czem byłem niegdyś. Niebu już wiadomo
I świat zobaczy, żem dawnego człeka
Już z siebie złożył, wszystkich odrzucę,
W których nikczemnem żyłem towarzystwie.
Jeśli posłyszysz, żem ten, co był wprzódy,
Powrócisz do mnie: będziesz tem, czem byłeś:
Mym przewodnikiem i wodzem rozpusty.
Lecz od tej chwili, pod obawą śmierci,
Jakem już przegnał i twoich wspólników,
Nie śmiej się zbliżać do naszej osoby,
Jak o mil dziesięć. O twem utrzymaniu
Każę pomyślić, abyś nie wykraczał
Przez brak sposobów. Jeśli nam doniosą,
Żeś zmienił życie, to podług zdolności
I przyszłych zasług, damy ci posadę.

(Do lorda sędziego).

Na was, milordzie, wkładamy spełnienie
Tego rozkazu. Dać znać orszakowi,
By postępował!

(Król z orszakiem wychodzą).

Falstaf. Panie Płytku, jam ci winien tysiąc funtów.
Płytek. Tak, w rzeczy samej, sir Dżonie, i proszę, abym je mógł wziąć z sobą do domu.
Falstaf. To nie łatwo da się zrobić, panie Płytku. Lecz w tej mierze bądź spokojnym. Z królem pomówimy jeszcze sam na sam. Przed światem, widzisz pan, musi on być takim. Z tem wszystkiem możesz być pewnym swojego podwyższenia, panie Płytku. Jam dotąd ten sam człowiek, przez którego zostaniesz wielkim panem.
Płytek. Nie pojmuję, jakby się to stać mogło, chyba mi pan dasz swój strój teraźniejszy i rozkażesz mię wypchać słomą. Proszę go, sir Dżonie, przynajmniej o połowę mojej należności.