Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. III.djvu/369

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
361
AKT PIĄTY. SCENA TRZECIA.

Miczek (śpiewa). Bądźmy weseli,
Bo wnet czas chyży
Z bolejącej spiży
Na dobranoc nam wystrzeli!

Falstaf. Zdrowia i wszelkich powodzeń, panie Milczek!

Milczek (śpiewa). Napełń kielich! każdy z gości,
Spełni tysiąc głębokości!

Płytek. Szanowny Bardolfie! witaj nam! Jeżeli ci brak czego i nie chcesz nam rozkazywać, przypisz to sobie samemu. Witaj nam (do giermka). straszny mały rozbójniku, tak, na honor, witaj nam z całego serca. Wnoszę zdrowie pana Bardolfa i wszystkich rycerskich towarzyszów całego Londynu!
Dawid. Mam nadzieję, że może i mnie się zdarzy być jeszcze przed śmiercią w Londynie.
Bardolf. Już żebyśmy tylko z sobą się zobaczyli Dawidzie.
Płytek. Ho! do milionset! wypilibyście z sobą zapewne dobrą butelkę. Co? alboż nie prawda, panie Bardolfie?
Bardolf. Nawet cały dzban, panie.
Płytek. Dziękuję ci. Ten łotr dostoi wam placu, mogę was w tem wyręczyć. Płynie w nim krew czysta i w tył się on nie poda.
Bardolf. I my też, panie, w tył się nie podamy.
Płytek. To się nazywa mówić po królewsku! No! nie zapominajcież tam o sobie! bawcie się dzieci. (Słychać kołatanie do drzwi). — Ale któż się to tam dobija, zobaczcie!

(Dawid wychodzi).

Falstaf (do Milczka, który duszkiem wypija kieliszek). Pan mi oddałeś, co się nazywa, zdrowie za zdrowie!

Milczek (śpiewa). „Pijem zdrowie, jak należy,
Pasujcież nas na rycerzy!
Samingo!“

Alboż nie tak?
Falstaf. Tak w rzeczy samej!