Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. III.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
17
AKT DRUGI. SCENA PIERWSZA.

Skrzywdził nieletnie państwo i popełnił
Gwałt na dziewiczej cnocie tej korony.
Patrz tu na lice brata twego. Gotfryd
W tych oczach, czole, w rysach tych, jak żywy.
Ten mały zarys mieści wszystko wielkie,
Które w Gotfrydzie znikło. Ręka czasu
Drobny ten wyciąg w wielką księgę zmieni.
Ten Gotfryd był twym starszym bratem, on zaś
Jest jego synem. Anglia posiadaniem
Była Gotfryda, i on Gotfrydowy.
Przebóg! dla czegóż ciebie zowią królem,
Gdy żywa krew uderza w jego skroniach,
I im należy ta korona Anglii,
Którą ty nosisz?
Król Jan. Królu Francyi! ktoć dał
Prawo pociągać mnie do odpowiedzi?
Król Filip. Ten wielki sędzia, który w piersiach władzców
Obudza zacne myśli i pilnować
Każe, by prawo plam i szczerb nie miało.
Ten sędzia dał mi straż nad tym chłopięciem.
Z jego to woli ja obwiniam ciebie
O krzywdę, którąś mu wyrządził, z jego
Świętą pomocą karać za nią będę.
Król Jan. O! zbyt powagi sobie przywłaszczyłeś!
Król Filip. Przepraszam — ile trzeba, by obalić.
Przywłaściciela.
Eleonora. Kogoż tu nazywasz
Przywłaścicielem?
Konstancja. Królu Francyi! pozwól,
Na to pytanie niechaj ja odpowiem.
Przywłaścicielem jest twój syn.
Eleonora. Bezczelna!
Czy nie twój bękart ma być królem, abyś
Królową była i władała światem?
Konstancya. O! moje łoże było równie wiernem
Twemu synowi, jak i twoje własne
Mężowi twemu; i ten chłopiec w rysach
Do ojca bardziej jest podobnym, niźli
Twój Jan do ciebie w obyczajach: przecież
Wyście do siebie wzajem tak podobni,