Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
149
AKT PIERWSZY. SCENA DRUGA.

cku. Mogę wam jeszcze więcej nowin udzielić: Marullus i Flawiusz zostali na odosobnienie skazani za zdzieranie ozdób z posągów Cezara. Bądźcie zdrowi. Było tam jeszcze więcej dzieciństw, ale mi wywietrzały z pamięci.
Kasyusz. Przyjdziesz-li do mnie na wieczerzę, Kasko?
Kasko. Nie, jużem zamówiony gdzieindziej.
Kasyusz. To może jutro na obiad?
Kaska. Zgoda, jeżeli żyw będę; twoja chęć dobra i obiad twój wart jedzenia.
Kasyusz. Będę cię oczekiwał.
Kaska. Możesz. Bądźcie zdrowi obadwa.

(Odchodzi).

Brutus. Jakże ten człowiek ociężał na duchu!
Kiedyśmy razem chodzili do szkoły,
Byłto chłop dziarski.
Kasyusz. Jest on i dziś takim.
Ilekroć razy przychodzi m u spełnić
Jaki czyn piękny i śmiały, i tylko
Na pozór takim tępym się wydaje.
Jego rubaszność jest jak sos zaprawą
Jego dowcipu i żołądki ludzkie
Sposobi z lepszym apetytem trawić
Jego wyrazy.
Brutus. Być może. A teraz,
Żegnam cię. Jutro, jeśli wola twoja,
Przyjdę do ciebie na dłuższą rozmowę;
Albo jeżeli wolisz, sam przyjdź do mnie,
Będę na ciebie czekał.
Kasyusz. Dobrze, przyjdę;
Tymczasem pomnij o świecie.

(Wychodzi Brutus).

Wiedziałem
O tem, Brutusie, że szlachetnie myślisz,
Ale uważam, że twój grunt szacowny
Zmienić się może pod obcą uprawą.
Dlatego dobrze to, kiedy szlachetnie
Myślący ludzie zawsze się podobnych