do powrotu. Lecz podrożny odpowiedział: To bydz żadną miarą nie może, wy mieſzkacie w Mieśćie ſkażenia, gdziem ſię Ia także urodził, a wtym ieżlibyśćie pomarli, prętko, czy pozno, będziecie ztrąceni niżey grobu do Ieziora goraiącego ogniem i ſiarką; mieycie mężny Umyſł, moi Sąſiedzi mili, a raczey idzcie w drogę zemną ſami.
Uparty. Iako? z Tobą opuśćiwſzy wſzytkich przyiacioł, i wyrzec ſię roſkoſzy?
Chrześćianin. Tak ieſt, procz wątpienia, abowiem wſzytko, cobyśćie opuśćili, nie może bydz porownano w naymnieyſzey częśći ztym, czego Ia ſzukam, i iezeli zechcecie poyść zemną i bydz moimi Towarzyſzami ſtatecznie, tenze zyſk mieć będziecie. Bo kray do ktorego idę, ieſt kraiem Bogactw i obfitośći. Spieſzcie ſię tedy, a doſwiadczycie prawdy, ktorą mowię.
Uparty. Co to ieſt takowego, czego ty ſzukaſz, i co cię pociąga, abyś, dla otrzymania onego, wyrzekł ſię świata.
Chrześćianin. Szukam Dziedzictwa nieſkazitelnego, niezwiędłego w Niebieſiech zachowanego, aby była w czaſie naznaczonym Działem tym, ktorzy go ſzukaią z uſiłowaniem i z wytrwaniem.[1] Czytaycie ieżli chcecie o tych wſzystkich rzeczach wtey kſiedze.
Uparty. Fraſzki! Fraſzki! przecz z twoią Kſięgą, chceſz, abo nie, powrocić z nami.
Chrześćianin. Nie, Nie, bynaymniey, nic
- ↑ Zyd. 13, v. 16.