Strona:Conan-Doyle - Przygody brygadjera Gerarda.pdf/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

zał przecież osmagać swego własnego porucznika — ale o tem później. Odwrót połączony był z wielu trudnościami, ale nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że innego wyjścia niema.
Masséna kazał więc wysłać wszystkie bagaże z swej głównej kwatery Torres-Novas do Coimbry, pierwszego ufortyfikowanego miejsca na swej linji komunikacyjnej. Nie mogło się to stać bez zwrócenia uwagi, to też gerylasi zaczęli się coraz więcej zbliżać do naszych skrzydeł.
Jedna nasza dywizja, Clauzela, z brygadą kawalerji pod Montbrunem znajdowała się daleko na południu od rzeki Tajo, a trzeba ich było koniecznie zawiadomić o naszym zamierzonym odwrocie, gdyż inaczej pozostaliby bez obrony w samym środku kraju nieprzyjacielskiego.
Byłem bardzo zaciekawiony, jak sobie Masséna z tem poradzi i co pocznie, gdyż zwykli kurjerzy nie byliby się przedostali, a mniejsze oddziały byłyby z pewnością zniesione.
W jakikolwiek sposób trzeba ich było jednak zawiadomić, inaczej bowiem Francja byłaby o czterdzieści tysięcy ludzi uboższa.
Pomyślałem wkońcu o tem, iż ja, pułkownik Gerard, będę miał zaszczyt dokonania czynu, który w życiu każdego innego człowieka stanowiłby koronę jego sławy, a który i w mem pełnem chwały istnieniu stoi na pierwszem miejscu.
Należałem wówczas do sztabu Massény. Miał jeszcze dwóch innych oficerów do swego rozporządzenia, również bardzo dzielnych i bardzo inteligentnych. Jeden nazywał się Cortex, drugi zaś Duplessis. Co do wieku, byli ode mnie starsi, ale pod każdym innym względem młodsi.
Cortex był małym, czarnym osobnikiem, nadzwyczaj żywym i chyżym. Był to bardzo dzielny żoł-