Strona:Catulle Mendes - Nowelle.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— To mi dopiero powód, aby mnie niepokoić.
— Miej litość najjaśniejsza pani!
— Ech! cóż ja wam mogę poradzić w waszych strapieniach miłosnych?
— Gdybyś najjaśniejsza pani zezwolić raczyła, aby jedno tylko źwierciadło...
Królowa podniosła się z tronowego stolca, drżąc gniewem.
— Kto śmie tu wspominać o źwierciadle?! — wyrzekła, zgrzytając zębami.
— O, niech się wasza królewska mość nie unosi!... Łaski!... Proszę mnie tylko wysłuchać. Ta młoda dziewczyna, którą wasza królewska mość ma przed sobą, taka świeża i piękna, popadła w błąd najosobliwszy; zdaje się jej, że jest brzydką...
— Alboż co! — wykrzyknie królowa z dzikim śmiechem. — Ma racyę! Nie widziałam jak żyję brzydszej niż ona dziewczyny!...
Hiacynta, posłyszawszy te słowa, myślała, że trupem padnie z rozżalenia. Trudno było wątpić dłużej, skoro w oczach królowej była równie brzydką jak w oczach żebraczki. Opuściwszy zwolna powieki, padła na stopnie tronu omdlała, z trupio bladem licem. Lecz narzeczony jej, usłyszawszy okrutne słowa władczyni, nie poddał się wcale rezygnacyi, tylko zawołał, że jej królewska mość dostała chyba bzika, — jeżeli nie ma przypadkiem innych powodów, by kłamać tak bezczelnie.
Nie miał czasu dorzucić jednego słowa! bo już