Strona:Bruno Winawer - R. H. Inżynier.pdf/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


drogi — tylko nazwa. Pamiętaj — efektowna nazwa. Od tego szalenie dużo zależy. Jak myślisz, żeby tak Psychpol?
PISTJAN (głosem bezdźwięcznym). Psychpol owszem.
DORDOŃSKI. Czy wiesz, co się najbardziej podobało mocodawcom? Nie to, co mówił Abraham, Ferenczi i nie to, co prasa zagraniczna o tobie pisze. Najbardziej ich zainteresował ów tajemniczy R. H. inżynier, te twoje broszurki o nim, referaty. Cóż chcesz muzyka słów. To świetnie brzmi (wyjmuje z teki drukowaną broszurę Pistjana — z tym właśnie tytułem na okładce) R. H. inżynier. Jak w kinie.
PISTJAN (wzdycha głęboko i żałośnie). Tak, tak, tak R. H. Właśnie.
DORDOŃSKI. Co?
PISTJAN (idzie ku drzwiom otwiera, zamyka, wraca). O tem chciałem z tobą pomówić. Chodzi nawet poniekąd o poradę prawną. Właśnie co się tyczy owego R. H. — to,.. zaszły w ostatnich czasach fakty, że tak powiem przykre, i nieoczekiwane.
DORDOŃSKI. Umarł?
PISTJAN. Nie, uciekł.
DORDOŃSKI. Jakto?
PISTJAN. Poprostu przez balkon.
DORDOŃSKI. A nie możesz go sprowadzić przez policję?
PISTJAN. Skąd? To jest zakład prywatny, otwarty, nikogo niewolić nie mam prawa. Po drugie zaś — nawet nie wiem, gdzie on jest. Byłem w biurze adresowem — nie mają pojęcia. Byłem w Stowarzyszeniu Techników — detto.
DORDOŃSKI. Hm.