Strona:Bruno Jasieński - Palę Paryż.djvu/143

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    i jeszcze trzy żydówki. Od rana zmarło dwunastu żydów. Na mieście panuje wielki lament. Szames, który pamiętał cholerę w Żmerynce, widział w tem jej niezawodne objawy, chociaż gazety nazywały nową zarazę inaczej. Żydzi są bardzo zatrwożeni i wybierają się gromadą do rebego prosić go o radę.
    Rabi Eleazar ben Cwi wysłuchał sprawozdania szamesa w milczeniu, jak bardzo jednak wziął je sobie do serca, widać było już z tego, że nie dojadł nawet kolacji. Umywszy ręce, kazał podać sobie tałes i zszedł da bożnicy.
    W synagodze panował już lament i płacz. W ciągu wieczora umarło jeszcze trzydziestu żydów. Nazwiska krążyły z ust do ust.
    Rebe Eleazar długo modlił się zgięty nad swym pulpitem. Kiedy zamknął „sejfer“ i odwrócił się do wiernych, twarz miał pogodną i świetlaną. Kazał zaraz na drugi dzień odprawić ślub na cmentarzu, jak to jest w zwyczaju w czasie zarazy. Wyszukano na miejscu młodego i młodą. Kupiec bławatny, Szyja, i czapnik, Sender, podjęli się wyposażyć młodą parę.
    Ślub odbył się nazajutrz, na cmentarzu Bagneux, w obecności żydów z całego Hôtelu de Ville. Po ślubie odprowadzono młodych do domu.
    Tej samej nocy młoda umarła z objawami zarazy. Szames, do którego wystraszeni żydzi przybiegli z tą nowiną, długo nie ważył się powtórzyć jej rebemu. Wreszcie, w obawie, że rebe sam się dowie o tem w bożnicy, z wielkiemi ostrożnościami dał mu do zrozumienia, co zaszło. Rabi Eleazar nie powiedział nic, ale twarz jego, koloru jego mlecznej brody, stała się jeszcze bledsza, i szames zauważył, że ten zły omen wywarł na nim wielkie wrażenie.
    W synagodze panował lament głośniejszy jeszcze, niż wczoraj. W ciągu dnia umarło znowu sześćdziesięciu żydów. Między nimi wszystkie pomywaczki wczorajszych trupów. Umarło nadto dwunastu żydów z towarzystwa ostatniej po-