Strona:Bruno Jasieński - Człowiek zmienia skórę.djvu/007

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




ROZDZIAŁ PIERWSZY.


Pociąg wolno zatrzymał się przed peronem. Ze wszystkich jego stron popłynął natychmiast potok ludzi, prześcigających się nawzajem, i potoczył się ku wyjściu. Clarke przeczekał, dopóki nie spłynie pierwsza fala, wziął w każdą rękę po walizce i wyszedł na platformę.
Duży zegar wskazywał dziesiątą rano.
Znalazłszy się na stopniach dworca, postawił walizki, niezbyt przyjaźnie spojrzał na kręcącego się w pobliżu wyrostka, olśnionego jaskrawo-żółtym kolorem skóry walizkowej (w wagonie uprzedzali, że na dworcach bezlitośnie okradają prostodusznych cudzoziemców), — i odpiąwszy palto, wyjął portmonetkę. Na arkusiku papieru napisany był rosyjskiemi literami adres hotelu. Clarke, nie odchodząc na krok od walizek, gestem zawołał tragarza i wręczywszy mu kartkę, wskazał na jedyną taksówkę.
Nim jednak tragaż zdążył, bardziej szczęśliwi zawładnęli już taksówką i dopiero minutę później